Mango afrykańskie, czyli o przekraczaniu bariery odchudzania cz. 2

Dobra dieta i bariera odchudzania

Nawet najlepiej ułożona dieta, taka przygotowana w oparciu o krytyczne myślenie i solidną wiedzę, a nie czerpana od medialnych papug-ekspertów powtarzających stare komunały, może rozbić sie o barierę odchudzania. Dodajemy białko, by przyspieszyć metabolizm, dodajemy nasyconych kwasów tłuszczowych, by poprawić wydzielanie hormonów płciowych, odejmujemy węglowodany, by zmniejszyć wydzielanie insuliny i przeszkodzić nagłym skokom poziomu cukru we krwi. Powinno być dobrze, powinno zacząć się stopniowo tracić nadmiar tłuszczu, a tymczasem…
U wielu osób takie podejście do diety wystarczy. Przynajmniej na czas jakiś. Jednak pewien procent ludzi, zwłaszcza tych, o których wspomniałem uprzednio, czyli z bardzo niskim i bardzo wysokim BF, nie odnotuje zmian w kompozycji swojego ciała. Ten fakt zmusza nas do szukania głębiej, czyli do dostosowania ogólnych zasad do indywidualnych potrzeb.

Analiza gospodarki hormonalnej

Laik widząc osobę otyła ma zwykle dość prostą receptę. Mniej jeść. Jeśli wie coś więcej na temat odżywiania doda – mniej węglowodanów. Kłopot polega na tym, że otyłość choć przejawia się tak samo, może mieć inne przyczyny w sferze hormonalnej. Są wszak takie osoby, które jedzą bardzo mało, nigdy się nie objadały, a i tak mają poważne problemy z otyłością. Lekarz rozłoży ręce i stwierdzi, że to uwarunkowanie genetyczne. Dietetyk będzie się rozwodził na temat tego, iż trzeba jeszcze bardziej obniżyć podaż kalorii. Efekt? Coraz więcej tkanki tłuszczowej, coraz mniej nadziei na poprawę. Przeskakiwanie z diety cud na dietę cud.
Nie wiem, czy taki stan jest uwarunkowany genetycznie. Być może. Wiele badań to potwierdza. Jednak dopóki nic nam to nie daje w sensie praktycznego leczenia otyłości, nie ma sensu się nad tym rozwodzić. Do pewnego stopnia różnimy się od siebie stężenie przeróżnych hormonów, ich proporcjami itd. By jednak się w tym połapać musimy posługiwać się pewnym uproszczeniami i generalizacjami. Najlepiej byłoby dokładnie zbadać swoją gospodarkę hormonalną i według wyników tych badań prowadzić kurację odchudzającą. Póki co w Polsce nikt tego nie robi, a nawet więcej, mało kto wie o co chodzi.

Leptyna i insulina

W przypadku otyłości trzeba nam zwrócić uwagę na wspomniane już leptynę i insulinę. Wprawdzie liczą się także inne hormony, jak choćby omawiany w innych artykułach kortyzol, ale odniosę się tutaj tylko do tych dwóch, bowiem dzięki mango africana może regulować ich wydzielanie. Tym samym otrzymujemy potężne narzędzie do walki z otyłością.
Na płaszczyźnie aktywności tych hormonów możemy podzielić osoby otyłe na dwie grupy. U pierwszej grupy leptyna i insulina są wydzielane w bardzo małych ilościach. Niekiedy jest to związane z uszkodzeniem trzustki. Natomiast druga grupa ma tych hormonów dużo, ale receptory komórkowe nie reagują na nie. Są zablokowane. Skutek jest podobny, insulina nie „upycha” składników odżywczych w komórkach i tworzą się nowe – tłuszczowe. Mózg nie otrzymuje sygnału, że zapasy energetyczne organizmu są już wystarczające i nadal występuje podwyższony poziom apatytu. Większość tego co spożywają takie osoby – z obu grup – jest magazynowane w postaci tkanki tłuszczowej, zamiast odżywiać mięśnie i kości, czy nawet narządy wewnętrzne.
Ten siłą rzeczy uproszony opis sygnalizuje nam jaka jest rola leptyny. Jest to hormon informujący mózg, a dokładniej podwzgórze, o poziomie zapasów energetycznych organizmu. Wysoki poziom leptyny powinien sprawić, iż spadnie nasz apetyt i przestaniemy przybierać na wadze. To ten sam mechanizm sprawia, że nawet najlepsza dieta natrafia w pewnym momencie na granicę nie do przebycie. Gdy jesz mało węglowodanów, zanika wydzielanie leptyny i tym samym zostaje zablokowane spalanie zmagazynowanej tkanki tłuszczowej.
Poziom leptyny jest ściśle powiązany z poziomem insuliny. Im wyższy wyrzut insuliny, tym też więcej pojawia się leptyny. Tak więc nawet przy niskiej podaży jedzenia i niskim poziomie insuliny (pierwsza grupa) nie dojdzie do znacznej utraty tkanki tłuszczowej. Podobnie będzie w przypadku blokady receptorów komórkowych. Wprawdzie ilość hormonów będzie wysoka, lecz nie spełnią swojej roli.
Również podczas stosowania diety z niską ilością węglowodanów obniża się poziom leptyny, gdyż insulina jest wydzielana w małych ilościach. Dlatego też w pewnym momencie zabraknie bodźca do tego, by organizm spalał zmagazynowaną tkankę tłuszczową. Często stosuje się wówczas trik w postaci tzw. ładowania węglowodanowego. Polega ono na cyklicznym spożywaniu większych ilości węglowodanów. 5 dni bez i 2 dni z dużą ilością lub jeden dzień ładowania co 3 dni. Wadą tej metody jest to, że gdy trafi na osobę z niską wrażliwością receptorów lub zaburzoną produkcją omawianych hormonów – nic to nie da lub nawet może doprowadzić na nowo do tycia.
Niektórzy zamiast tego zwiększają drastycznie ilość ćwiczeń fizycznych. To kolejna pułapka. Nie dość, że przez to wzrasta poziom kortyzolu to jeszcze bardziej spada poziom leptyny. W tej sytuacji rozwiązaniem niemal idealnym staje się tytułowe afrykańskie mango! W kolejnej części wkroczy do akcji, a ja postaram się wyjaśnić na czym polega jego działanie i unikalność, dzięki której wyprzedza o całe lata świetlne inne środki na odchudzanie.

Powiązane posty::

  1. Mango afrykańskie, czyli o przekraczaniu bariery odchudzania cz. 1 Wyznanie leniwego autora Piszę ten artykuł niejako z konieczności. W...

Napisany przez:: stefan

Leave a Comment