Mango afrykańskie, czyli o przekraczaniu bariery odchudzania cz. 1
Wyznanie leniwego autora
Piszę ten artykuł niejako z konieczności. W normalnych warunkach najpierw skończyłbym jeden rozpoczęty temat, a później zajął się kolejnym. W tym wypadku musiałem przerwać pisanie o zdrowiu serca. Zmusiły mnie do tego pytania znajomych na temat nowego hitu, jaki pojawił się u nas w sprzedaży. Tym hitem jest mango afrykańskie. Obiecuję, że do „spraw sercowych” powrócę niebawem.
Jestem z natury leniwy. W pewnym momencie zaczęło nużyć mnie wyjaśnianie każdemu z osobna tego zagadnienia. Zresztą to nie pierwsze takie. Uwierzcie mi powtarzanie ciągle tego samego może być nużące. Zwłaszcza, gdy chodzi o coś takiego jak owo afrykańskie mango. Tego nie można wyjaśnić jednym zdaniem.
Pomyślałem sobie, że najprościej będzie rzecz spisać i każdego zainteresowanego tematem odsyłać do tego tekstu. Przy okazji skorzystają Czytelnicy bloga. Ja zaś zamiast tłumaczyć każdemu z osobna będę mógł oddać się rozważaniom o tym, jak zostać beztroskim bogaczem – by posłużyć się w tym miejscu sympatycznym określeniem zaczerpniętym od Frederica Forsytha..
W związku z nowymi preparatami zawsze pojawiają się dwa kluczowe pytania. Czy warto wydać na to pieniądze – innymi słowy czy jest skuteczny – oraz czy jest zdrowy i bezpieczny. Mam nadzieję, że każdy po przeczytaniu tego tekstu znajdzie na nie odpowiedzi.
African Mango – czyli o czym mowa?
Z obowiązku pisania o mango afrykańskim mógłbym zostać zwolniony, gdybym tylko znalazł się w internecie sensownym artykuł innego autora. Najlepiej w języku polskim. Jednak pobieżna lektura dostępnych publikacji przekonała mnie, że nic z tego. Jak to zwykle bywa większość autorów popisuje się raczej niewiedzą niż wiedzą. Nie pozostaje mi nic innego, jak zarozumiale twierdzić, że wiem nieco więcej i podzielić się z Wami tym skromnym dorobkiem intelektualnym.
Zacznijmy od najprostszych wyjaśnień. Z czym mamy do czynienia? Właściwie z niczym nadzwyczajnym, przynajmniej dla ludów żyjących na terenie Zachodniej Afryki. Tzw. mango afrykańskie nosi nazwę systematyzującą Irvingia Gabonesis. Niekiedy nazywa się je także dzikim mango lub mango buszu. Także african mango.
Miejscowi raczej nie mają problemów z otyłością, a przynajmniej nie na taką skalę, jak ludzie w krajach rozwiniętych. Cenią mango jako środek poprawiający płodność, tak u kobiet jak u mężczyzn. To działanie nie zostało na razie potwierdzone. Natomiast rola owocu w odchudzaniu doczekała się już masy badań. Pierwsze miały miejsce na University of Yaounde w Kamerunie.
Błonnik, czyli ignorancja
W większości tekstów znajdziecie wyjaśnienie, że mango afrykańskie jest tak skuteczne dzięki wysokiej zwartości błonnika. Jest to wielkie nieporozumienie, by nie nazwać takich wypocin mniej grzecznie. Od lat karmi się nas bzdurami na temat błonnika. Jest nam bardzo potrzebny, reguluje trawienie, musimy jeść go dużo itd. Stek bzdur. Dietetyczne bajki.
Człowiek to nie krowa. Nie jesteśmy roślinożercami na tyle, by potrzebować dużej ilości błonnika. Jego niewielkie ilości nam nie zaszkodzą, ale aż tak potrzebne do życia też nie są. Więc czy tajemnica omawianego tu owocu lub raczej opartych na wyciągu z niego suplementów sprowadza się do dużej zawartości błonnika? Oczywiście, że nie!
Gdyby tak było cały szum wokół mango african nie miałby sensu. Wystarczyłoby jeść cokolwiek co ma dużo błonnika i efekt powinien być taki sam. Jednak tak nie jest. To nie błonnik odchudza. Tak jak i nie poprawia pracy jelit. Zapomnijcie o takich twierdzeniach.
Rzecz nie w błonniku, lecz jak zawsze, gdy chodzi o racjonalne odchudzanie, w regulacji, a po części odpowiedniej manipulacji gospodarką hormonalną. To właśnie w tym zakresie mango afrykańskie otwiera duże pole manewru. To jest jego tajemnica, która sprawia, że być może warto zastanowić się nad zakupem takiego preparatu. Jednak nie trzeba robić nic w ciemno. Pozwólcie, że wyjaśnię Wam bliżej o co chodzi.
Bariera odchudzania
Nim przejdę do szczegółów muszą Was zapoznać z jeszcze jednym terminem, o którym bardzo rzadko się słyszy. Jest nim bariera odchudzania. Zwykle mocno podkreślam, że podstawą pracy nad zdrowiem i sylwetką jest odpowiednia dieta oparta o białka i tłuszcze zwierzęce, jak i wysiłek fizyczny. Czasem to wystarczy, a czasem nie. Właśnie z powodu owej bariery.
Osoby mające bardzo wysoki BF (body fat – procentowy poziom tkanki tłuszczowej w organizmie), czyli w okolicach 40% czasem nawet nieco niższy mogą mimo zmian w żywieniu nadal nie chudnąć. To samo zjawisko dotyczy osób o dość niskim BF – w przypadku kobiet0k. 17% a mężczyzn 10%, które chciałyby jeszcze zrzucić kilka kilogramów, wyeksponować mięśnie itp. również natrafiają na ową barierę. Niekiedy pojawia się ona także w innych momentach.
Bariera jest związana z aktywnością leptyny oraz pośrednio także z insuliną. Są to dwa ważne hormony odpowiadające w dużej mierze za nasz metabolizm, a więc i za ilość odłożonej tkanki tłuszczowej. Szerzej wyjaśnię to w kolejnej części.
No related posts.
Napisany przez:: stefan
