Sprawy sercowe cz. 3
Kilka słów przypomnienia ogólnych wytycznych związanych z dietą
Tłuszcz, a dokładniej nasycone kwasy tłuszczowe są dla nas groźnie tylko wówczas, gdy łączymy je z dużą ilością węglowodanów. Z racji zaś, że te kwasy napędzają nasze serce oraz są konieczne w wielu reakcjach metabolicznych i hormonalnych, lepiej ograniczyć w diecie węglowodany niż tłuszcze. Tym bardziej, że spożywanie dużych ilości węglowodanów prowadzi do różnych poważnych chorób, określanych wspólnym mianem cywilizacyjnych. Również do otyłości. Nie ufajcie zbytnio takim wskaźnikom jak indeks glikemiczny, bowiem na ryżu czy makaronie, które to ponoć mają niskie IG, również można łatwo przytyć.
Na pewno też nie powinniśmy stronić od białka zwierzęcego. Roślinne też jest przydatne, ale nie każde. Np. białko sojowe jest dla nas wysoce szkodliwe. Zatyka jelita, a tym samym blokuje dostęp innych składników. Może prowadzić do awitaminozy. Z moich licznych obserwacji wynika także, że mocno destabilizuje pracę jelit. Ze względu na spore ilości filoestorogenow zaburza gospodarkę hormonalną, szczególnie u mężczyzn, ale i paniom na zdrowie nie wychodzi.
Spożycie większych ilości soi może u panów prowadzić prostą drogą do impotencji i zaniku płodności. Ze względu na niski koszt produkcji, jak i spore zapasy odpadów materiałów wykorzystywanych w przemyśle, ciągle lobbuje się na rzecz soi i stara przekonać społeczeństwo, że jest zdrowa i może zastąpić mięso. Nie może!
Zadbać o proporcje pomiędzy kwasami tłuszcozwymi
Skoro przypomnieliśmy sobie kluczowe zagadnienia związane z żywieniem, to pora skupić się teraz na proporcjach tłuszczu. Przy czym nie jestem zwolennikiem bardzo dokładnego odmierzania składników. Nikt z nas nie ma na to czasu i nie posiadamy w domu laboratoriów, by takie pomiary prowadzić.
Dziś z racji niewłaściwego karmienia zwierząt hodowlanych, zaburzony jest zarówno skład mięsa, jak i nabiału, czy jajek. Niemniej są to bardzo potrzebne nam pokarmy, więc nie powinniśmy z nich pochopnie rezygnować. Kto ma dostęp do mięsa zwierząt hodowanych na farmach ekologicznych, ten może z tego korzystać. Reszta musi zadowolić z tym ze sklepów.
W związku z tym, w naszym pożywieniu jest zbyt dużo kwasów omega 6 w stosunku do omega 3. Właśnie dlatego zwykle odradzam korzystanie z olejów roślinnych, by tej dysproporcji nie pogłębiać. Dotyczy to wszystkich olejów. Tych rafinowanych i tych tłoczonych na zimno. Musimy pamiętać, że z jednej strony trzeba unikać kwasów tłuszczowych trans, występujących właśnie w rafinowanych olejach i w margarynach, zaś z drugiej strony musimy zadbać o redukcję kwasów omega 6 w pożywieniu, gdyż nasz organizm potrzebuje ich naprawdę niewiele. Większe ilości mogą prowadzić do miażdżycy.
Częściowo sprawę ratują w tym wypadku suplementy z olejem ryb, czyli zawierające głównie omega 3. Jeszcze lepszym rozwiązaniem jest w tym wypadku olej z kryla. Jakoś kwasów omega 3 z kryla jest bez porównywalnie lepsza. Są wprawdzie dużo droższe, ale nie musimy wcale zjadać ich tak dużo. Jest to obecnie jeden z najważniejszych suplementów, który może pomóc wyrównać nam proporcje kwasów tłuszczowych w diecie i zapewnić zdrowie serca.
W celu dostarczenia pewnej ilości kwasu omega 9, wystarczy dorzucać do posiłków trochę orzechów. Najlepsze są włoskie i laskowe. Wszystkie te tłuszcze określane jako NNKT – Niezbędne Nienasycone Kwasy Tłuszczowe, są może i niezbędne, ale nie powinniśmy z nimi przesadzać. Co oznacza, że w dobowej puli tłuszczów powinny stanowić mniejszość.
Wspomniałem już o niebezpieczeństwach związanych z kwasami omega 6. Kwasy omega 3 mają dobroczynny wpływ na nasz organizm, ale w nadmiarze również mogą być szkodliwe. 2-5 gram na dobę z suplementów to rozsądna ilość.
Najwięcej powinniśmy spożywać nasyconych kwasów tłuszczowych. Tak, tak! Właśnie tych, które podobno tak szkodzą naszemu sercu. Tymczasem nigdy nie było tylu problemów z sercem, jak od czasu gdy rozpętano histerię cholesterolową. Nie ma żadnych rzetelnych badań, które mogłyby potwierdzić szkodliwość tego rodzaju tłuszczu. Więcej na ten temat można przeczytać na nowejdebacie. Zachęcam także do lektury innych publikacji na tej stronie. Jest to chyba jedyna obecnie polskojęzyczne źródło informacji nie opierające się na powszechnie przyjętych domniemaniach i mitach żywieniowych.
Dodam jeszcze od siebie, że spożywane z umiarem, a więc zależnie od potrzeb, nasycone kwasy tłuszczowe, nie powodują bynajmniej tycia. Ilość będzie w tym wypadku uzależniona od płci oraz od obciążenia wysiłkiem fizycznym, którym to zajmiemy się w kolejnej części.
Powiązane posty::
- Sprawy sercowe cz. 2 Złote lata kardiologii Przy całym postępie medycyny, można odnieść wrażenie,...
- Sprawy sercowe cz. 1 Pan doktor wie wszystko Jednym z akcentowanych obecnie problemów zdrowotnych...
Napisany przez:: stefan

Luty 5th, 2012 at 19:11
Polecany Krill Oil jest pięcio-, sześciokrotnie droższy niż preparaty z kwasem omega 3 pochodzącym z arktycznych ryb morskich. Czy naprawdę jest znacząco lepszy niż tańsze zamienniki? A może wystarczy chrupać ziarenka siemienia lnianego albo wypijać 2 łyżki stołowe oleju lnianego, żeby zapewnić wystarczające dostawy omega 3?
Luty 6th, 2012 at 10:30
Niestety cena jest wysoka. Czy faktycznie jest o tyle lepszy? Na pewno jest lepszy, o ile to raczej trudno wyliczyć
Po różnych ostatnich doświadczeniach doszedłem do prostego wniosku, który odnosi się zarówno do jedzenia, jak i suplementów. Lepiej mniej, ale jak najlepsze jakości. Jak tylko skończą mi się zapasy zwykłej omegi 3, to też przerzucam się na kryla. Będę brał mniej, więc finansowo nie będzie aż takiej różnicy.
Siemię lniane nie zastąpi oleju z ryb, a już na pewno daleko mu do kryla arktycznego. Po prostu konwersja kwasów ALA do DHA jest bardzo słaba. Nie ma szans, by tą drogą w realny sposób uzupełnić te tłuszcze. Pozdrawiam.
Luty 7th, 2012 at 18:14
Kwasy omega 6 „zapychają” szlak metaboliczny, który organizm zazwyczaj wykorzystuje, aby zamienić ALA (kwas z siemienia lnianego) na inne kwasy. We krwi mamy bardzo dużo kompletnie bezużytecznego ALA, a jednocześnie kosmicznie wysokie wartości omega 6. W praktyce, o wiele zdrowiej by dla nas było, gdybyśmy znacznie ograniczyli spożycie kwasów omega 6.
Podobno już po kilku tygodniach nie spożywania omega 6, konwersja ALA do omega 3 przebiega bez problemów.
Nie jestem wielbicielką zażywania paraleków. Uważam, że odpowiednio skomponowana dieta pokarmowa pozwala na dostarczenie wszystkich niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania organizmu ludzkiego składników. Zatem, jeżeli o mnie chodzi, postanowiłam podwoić, a może nawet potroić ilość zjadanych ryb. Pozdrawiam.
Luty 8th, 2012 at 10:32
To nie do końca tak. Kwasy omega 6 też są potrzebne. Problemem jest proporcja, która obecnie z powodu niewłaściwego karmienia zwierząt, sztucznego przyspieszania hodowli – została zaburzona. Dlatego w naszej diecie przeważa omega 6 nad omega 3. Powinno być odwrotnie. Rzecz jasna generalnie powinny przeważać kwasy nasycone, ale to odrębny temat.
By sprawy nie pogarszać zwykle odradzam spożycie olejów roślinnych.
Dość często pada argument o odpowiedniej kompozycji diety. W teorii jest prawdziwy. Gorzej z praktyką, gdy musimy zaopatrywać się w sklepie. Jeść takie mięso i warzywa, jakie mamy do dyspozycji. Gdyby były takie, jak choćby jeszcze kilkadziesiąt lat temu – zgoda, możemy zapomnieć o suplementach. Pierwszy byłbym za tym. Niestety realia są jakie są.
No i ryby! Zgodzę się, jeśli mowa o dzikich rybach, bo spożywanie tych hodowlanych niczego nie zmieni. Zawartość omega 3 w takich rybach jest symboliczna! W ostatnich latach jakoś ryb sklepowych jest coraz gorsza. Obecnie to już chyba więcej omega 3 znajdziemy w zwykłym mięsie. Pozdrawiam.