Prawdy, półprawdy i nieprawdy – o liczeniu kalorii cz. 1
Pole pełne chwastów
Współczesna dietetyka to bardzo zachwaszczone poletko. Nie chodzi mi już bynajmniej tylko o tysiące sprzecznych z sobą koncepcji. Wielu ludzi czytając o dietach, czy metodach odchudzania, zastanawia się, które podejście jest właściwe i co wybrać. Prawda jest taka, że ponad 99% tego co się nam proponuje jeśli chodzi o diety czy ćwiczenia odchudzające jest całkowicie błędna, by nie użyć tutaj mocniejszych słów.
Ciągle czytamy, że naukowcy odkryli to czy tamto. W rzeczywistości autorzy tych artykułów o odchudzaniu, którzy posługują się takim zwrotem, nie przeczytali ani jednej poważnej pracy naukowej o żywieniu. Nie mają zielonego pojęcia o fizjologii. Wszystko odbywa się drogą kopiowania niesprawdzonych wiadomości z artykułu do artykułu. Zwróćcie uwagę, że gdy szukacie czegoś na temat dajmy na to diety kopenhaskiej, to na wszystkich stronach, które wskaże Wam wyszukiwarka znajdziecie te same treści. Najczęściej zresztą wyrażone w tych samych słowach. Tak jest ze wszystkim. Internet to broń obosieczna. Można za jego pomocą dotrzeć do wiedzy, ale też można się całkowicie zagubić.
Liczenie zapotrzebowania kalorycznego
Dziś chciałbym się skupić bardziej na kolejnym znanym micie dietetycznym. Właściwie nie jest to mit, a półprawda. Narzędzie, które można stosować, ale jednocześnie metoda niepewna. Jeśli zapytacie internetowych ekspertów oraz większość dietetyków, wszyscy zgodnie powiedzą Wam, że nie ma dobrej diety bez liczenia kalorii. Sam długo w to wierzyłem. Przecież trzeba się czymś kierować. Na początku przygody z odchudzaniem liczenie kalorii jest przydatne. Musimy mieć jakiś punkt wyjścia. Znajdziecie pewnie mój wcześniejszy artykuł o liczeniu zapotrzebowania kalorycznego. Dla wielu może okazać się przydatnym narzędziem. Trzeba jednak napisać uczciwie, że jest to narzędzie bardzo niedoskonałe. Dziś pragnę zaproponować Wam coś bardziej precyzyjnego.
Wiem, że to co opiszę w tym artykule też nie jest metodą idealną. Być może prace naukowe niedługo się posuną dalej i będę mógł podzielić się czymś nowym. Na razie oddaję Wam w ręce lepsze narzędzie do tworzenia diety niż liczenie kalorii. By nie stwarzać zamętu proponuję następującą drogę. Przez pierwsze pół roku należy stosować metodę liczenia zapotrzebowania kalorycznego. Nauczyć się tego, jakie pokarmy są dla nas dobre, a jakich powinniśmy unikać. Musimy zrobić to poprzez obserwacje swojego organizmu. Wyznaczniki są dwa. Dobra dieta odchudzająca powinna zapewnić nam dobre samopoczucie, poprawę zdrowia i dobry sen. Musi również powodować spadki fałd tłuszczowych. Nie kierujcie się BMI ani wagą. Fałdy tłuszczowe – to nas interesuje. Tracąc tłuszcz nie powinniśmy tracić mięśni ani masy kostnej. To wszystko opisywałem już wcześniej. Zachęcam do lektury.
Gdy już przejdzie się ten etap, można wejść o stopień wyżej i przestać liczyć kalorie. Tak! Nie trzeba liczyć kalorii. Jednak nie oznacza to zupełnej dowolności i beztroski. Coś liczyć trzeba. Zaraz do tego dojdziemy.
Dopuszczalne i niedopuszczalne sposoby liczenia kalorii
Metody liczenia kalorii powstały po to, by ułatwić życie wszystkim, którzy starają się układać swoje diety samodzielnie i z udziałem rozsądku. Znalazły swoje zastosowanie w teoriach o odchudzaniu oraz w sporcie, zwłaszcza w sportach siłowych. Do dziś wielu czołowych trenerów posługuje się tymi metodami i rekomenduje je swoich podopiecznym. Nie jest to podejście błędne, ale w wielu wypadkach niewystarczające. Czasami może prowadzić do tego, że mimo wszystko się nie chudnie, chociaż wyliczenia zostały zrobione poprawnie. Podobnie jest np. z kulturystami wyliczającymi ile powinni zjeść, by zwiększyć masę mięśniową a przy okazji nadmiernie się nie otłuścić. Wszystko dobrze policzone, a mięśni nie przybywa. Na razie spróbujmy się zadowolić stwierdzeniem, że kaloria kalorii nierówna, choć za chwilę i to okaże się półprawdą.
Jeszcze gorzej rzecz się ma, gdy zobaczymy co z teorią o liczeniu kalorii zrobili twórcy diet odchudzających. Dieta 1000 kilokalorii. Wszak to promowanie anoreksji i działanie na szkodę publiczną.
Racjonalne licznie zapotrzebowania kalorycznego broni się jeszcze wtedy, gdy kalorie zostaną odpowiednio rozłożone pomiędzy wszystkie makroskładniki: białko, tłuszcze i węglowodany. Taka koncepcja jest do przyjęcia pod warunkiem, że ilości nie będą nadmiernie zaniżone. Dość łatwo poznać to w praktyce. Jeśli chudniesz więcej niż 0,5kg lub ostatecznie 1kg na tydzień, to na pewno jesz za mało. Musi się to skończyć efektem jojo lub wyniszczeniem organizmu. Bardziej precyzyjnych informacji dostarczy nam pomiar fałd tłuszczowych. To pewny wskaźnik. Jakże często spada waga, a fałdy tłuszczowe pozostają takie same. Teraz już wiemy na pewno, że nie tracimy tłuszczu lecz co innego. Co? Niestety są to mięśnie, kości i woda. Wszystko wyjdzie za parę lat w postaci szeregu chorób.
Można więc liczyć kalorie i obserwować swoje ciało, ale przecież obiecałem Wam inne lepsze narzędzie. Idźmy zatem dalej.
Powiązane posty::
- Czy świat się kręci wokół brzucha? Po co nam to? My chcemy tylko odchudzać brzuch… Niezaprzeczalnie...
Napisany przez:: stefan
Tags: bezpieczne odchudzanie, BMI, dieta, dieta idealna, Diety odchudzające, fakty o odchudzaniu, jak schudnąć, redukcja tkanki tłuszczowej
Styczeń 16th, 2011 at 20:52
[...] To bardzo trudne, zresztą u kogo mielibyśmy pobierać nauki? Tak czy inaczej pozostaje więc liczenie kalorii. Przynajmniej na [...]
Styczeń 18th, 2011 at 13:25
[...] zupełnie od ich kaloryczności) dopóty odchudzając się tak czy inaczej jesteśmy skazani na liczenie kalorii. Jak to [...]
Styczeń 18th, 2011 at 13:33
[...] powiedzą, że należy je oprzeć przede wszystkim na ścisłym przestrzeganiu rygoru kalorycznego. Liczenie kalorii jest więc niezbędne (przynajmniej osobom, które dopiero rozpoczynają przygodę ze świadomym [...]