„Nie potrafię schudnąć” czyli każdy radzi, a efektów… nie widać
Nowy wspaniały świat ekspertów
Ileż to razy słyszałem od wielu osób; „nie potrafię schudnąć”. Mogłoby się wydawać, że sprawa naprawdę jest taka trudna. Nie przeczę, że niektórzy mają większe skłonności do tycia, a inni mniejsze. Jednak w tej dziedzinie nie ma rzeczy niemożliwych. Łatwiej lub trudniej, ale można.
Na owym nieszczęsnym „nie potrafię schudnąć” żeruje się niemiłosiernie. Cała sieć internetowa aż pęka w szwach od cudownych diet i sposobów na odchudzanie. Podobnie, jak na polityce, na odchudzaniu zna się każdy. Oto w kraju nad Wisłą żyje blisko czterdzieści milionów ekspertów. Wystarczy tylko jako tako opanować sztukę mówienia, by zostać ekspertem. Potem pozna się jeszcze kilka literek i to nic, że stylistyka leży, ortografia uciekła do lasu, jest komputer – można publikować!
Oprócz podwórkowych ekspertów, mamy też tzw. naukowców, którzy podpierając się doktoratami przekonują nas do takiego, czy innego sposobu odżywiania. Sposób ten ma być rewolucyjny i jedyny właściwy. To nic, że wielu z tych panów lub pań, ma doktoraty z zupełnie innych dziedzin. Nic też, że prowadzono tendencyjne badania. Ważne, że powstała nowa teoria. Brak jej zdrowego rozsądku? Tym lepiej, będzie wyglądała bardziej „naukowo”.
Na koniec wreszcie mamy dietetyków. Na studiach lub kursach nauczyli się przestarzałych teorii i teraz przekonują do nich innych. Oto świat ekspertów. Tylko czemu w takim razie, tych którzy wciąż stwierdzają „nie potrafię schudnąć” jest tyle samo co owych ekspertów?
Cudowne głodówki
Szkodliwość diet cud została już dawno udowodniona. Co nie zmienia faktu, iż nadal są uparcie lansowane i stosowane. Większość z nich zakłada tak drastyczną obniżkę kalorii, że wszystko sprowadza się praktycznie do głodówki. Przedłużająca się głodówka spowoduje chwilowy spadek wagi. Organizm musi z czegoś czerpać pożywienie. Myślicie może, że z odłożonej tkanki tłuszczowej? Nie. Ta tkanka to żelazny zapas na ostatnią godzinę. Jeśli nasze ciało „podejrzewa”, że będzie dłużej głodzone, będzie starało się zabezpieczyć podstawowe czynności życiowe i oszczędzać tłuszcz na później. Skorzysta więc z białek mięśniowych, co doprowadzi do osłabienia i spadku energii.
Spadek wagi, będzie więc oznaczał utratę mięśni. Te zaś są potrzebne zarówno mężczyznom, jak i kobietom. Wszystkie próby pozbywania się mięśni przez niektóre panie są kompletnie pozbawione sensu. Anorektyczka nigdy nie będzie w męskich oczach atrakcyjna. Nigdy też kobieta (pomijając wspomaganie farmakologiczne) nie zbuduje takich mięśni, by miało to zepsuć jej urodę.
Jeśli więc ktoś twierdzi „nie potrafię schudnąć i dlatego jem tylko warzywa albo owoce” jest na prostej drodze do osłabienia układu immunologicznego i wywołania wielu chorób. W pierwszym rzędzie cukrzycy. Kiedyś poznałem dwie dziewczyny, które jako ważące 40 kg nastolatki wmówiły sobie, że są „grube jak słonie”. No i zaczęły „dietę” sprowadzającą się do kilku jabłek dziennie. Dziś obie mają wielkie problemy z otyłością, a jedna leczy się na cukrzycę! Czy ktokolwiek propagując cudowne diety bierze odpowiedzialność za takie przypadki?
Musimy pamiętać, że brak pożywienia równie mocno obciąża wątrobę i trzustkę, jak jego brak. Czym innym jest jeść mało lub z umiarem, a czym innym się głodzić. gdy po takiej głodówce zaczniemy jeść więcej, organizm „obawiając się” kolejnej głodówki zacznie gromadzić przede wszystkim tkankę tłuszczową.
Cudowne jabłka i inne owoce
Kolejnym nieporozumieniem jest opieranie jadłospisu tylko i wyłącznie o owoce. Szczególną popularnością cieszą się jabłka. Owoce mają stanowić uzupełnienie diety, a nie jej podstawę. O wiele lepsze są już warzywa. Można jeść owoce, ale w niewielkich ilościach. O skutkach związanych z cukrzycą już pisałem. Owoce to głównie cukry proste. Przyspieszają wyrzut insuliny. Po czasie organizm przestaję reagować insuliną na pokarm i mamy cukrzycę.
Pożywienie musi zawierać białko i tłuszcze. W przeciwnym razie szybko doprowadzimy się do wyczerpania. Brak tych składników oznacza także poważne zaburzenia hormonalne. Spadek libido jest typowym i często występującym objawem towarzyszącym stosowaniu owych cudownych diet.
Profesor Tombak w swoich książkach radził nie tylko głodówki, ale też spożywanie niesamowitych ilości cytryn oraz lewatywy. Nie wiem, która z tych praktyk była bardziej zabójcza dla organizmu. Cytrusy w dużych ilościach pogłębiają problemy z układem oddechowym, o czy też się wielokrotnie przekonałem. Lewatywa jest ostatecznością i nie może stać się codzienną praktyką, gdyż niszczy florę bakteryjną jelit. Trzeba przyznać, że książki tego pana stanowią dziwną mieszankę przydatnych porad dotyczących stosowania ziół w medycynie ludowej, z zabobonami i makabrycznymi wymysłami. To kolejna eksportowa mądrość zza wschodniej granicy, obok Kaszpirowskiego i innych zarabiających na ludzkiej łatwowierności.
Potrzeba wiedzy
Czas pomyśleć o pozytywach. Dlaczego właściwie ciągle powraca to stwierdzenie „nie potrafię schudnąć”? Głównie z powodu braków w edukacji na temat funkcjonowania ludzkiego organizmu, o tym jak się odżywiać i jak o siebie dbać. Mam wrażenie, że powinno to stanowić element szkolnego wykształcenia. Jednak z lekcji biologii wiemy więcej o pantofelku niż o człowieku. Nie wiadomo też, kto miałby tę wiedzę przekazywać, skoro powszechnienie panuje dietetyczny analfabetyzm.
Oto kilka podstawowych postulatów dietetycznych:
- Trzeba wreszcie uświadomić sobie, że nie ma diety bez odpowiednich proporcji wszystkich makroskładników: białka, tłuszczy i węglowodanów. Duże ilości białka pozwalają chudnąć w zdrowy sposób. Chronią mięśnie i powodują spadek tkanki tłuszczowej.
- Musimy wybierać pokarmy jak najmniej przetworzone, czyli zrezygnować z dań gotowych.
- Ważne jest rozdzielnie pokarmów na więcej posiłków.
- Dieta nie może trwać miesiąc lecz musi stać się stałym elementem życia. W przeciwnym razie pojawi się efekt jojo.
- Należy jest dużo warzyw, ale mało owoców.
- Za wszelką cenę unikać soi.
- Nie każdemu służą produkty mleczne. Większość reklamowanych bakterii nie ma w jogurtach lub są tam w znikomych ilościach. Zamiast tego dodaje się dużo chemikaliów. Im bardziej wymyślny jogurt, tym mniej wartościowy.
- Trzeba do minimum ograniczyć spożycie słodyczy. Jednak ze względu na naszą psychikę możemy pozwolić sobie na ich niewielką ilość, by przypadkiem później nie popaść w drugą skrajność i nie zacząć się nimi zajadać bez ograniczeń.
- Błonnika potrzebujemy tylko trochę. Nie wolno oszukiwać organizmu i zapychać jelita błonnikiem.
- Wagę trzeba tracić powoli. Górna granica to 0,5-1 kg na tydzień. Jeśli chudniesz więcej, to znak, że spada nie tylko tłuszcz i musisz jeść nieco więcej.
- Wprowadzaj zmiany w żywieniu stopniowo, by nie szokować organizmu i szybko się nie zniechęcić.
Jeżeli więc, ciągle mówisz wszystkim dookoła „nie potrafię schudnąć”, to czas zapomnieć o cudownych dietach i wprowadzić powyższe postulaty w życie. Dlaczego masz wierzyć mnie, a nie promotorom cudownych diet i głodówek? Nie roszczę sobie prawa do nieomylności. Ciągle się uczę i szukam lepszych rozwiązań, ale widziałem już zbyt wiele ofiar tych „cudowności”, by pozostać obojętnym.
No related posts.
Napisany przez:: stefan